Nowoczesna rewolucja neomarksistowska
Nowoczesna rewolucja neomarksistowska
Marksizm od początku swego istnienia poszukuje strategii mającej przynieść zwycięstwo rewolucji. W końcówce lat 60. XX wieku znalazł strategię, która – przynajmniej do tej pory – okazuje się skuteczna. W tej chwili znajdujemy się w centrum tej strategii
Sex, drugs and Rock’n’Roll czyli rewolucja kontrkulturowa
W latach 60 miał miejsce wzlot i upadek tzw. rewolucji kontrkulturowej. To pojęcie obejmujące szerokie spektrum wydarzeń politycznych, społeczno-obyczajowych oraz tworzących im przemian w dotychczasowej hierarchii wartości obowiązującej w zachodniej cywilizacji. Nastąpiły trzy fazy tej rewolucji. Pierwsza rozpoczęła się już w 1945 roku i trwała mniej więcej do roku 1960. W Stanach doszło wówczas do pierwszej rewolucji seksualnej. Pokolenie beat-generation – wbrew istniejącemu w popkulturze mitowi środowisko marginalne – było gotowym, laboratoryjnym przykładem postawy krytycznej, chociaż w okresie swojej popularności nie miało pojęcia o teorii krytycznej, która pozostawała domeną fachowców rozumiejących lingwinistyczne meandry neomarksizmu. Na tym etapie nastąpił też otwarty atak na religię, prowadzący do zakładania religii alternatywnych. W Europie sporo działo się w ruchu komunistycznym. M. in. Zachodnie partie komunistyczne zaczynały buntować się przeciwko towarzyszom sowieckim, co zwiastowało rychle odejście od marksizmu klasycznego na pozycję marksizmu antykulturowego. Natomiast najbardziej interesującym nas efektem tej fazy rewolucji było powstanie Nowej Lewicy. W drugiej fazie rozwija się Nowa Lewica, oraz idea „Wielkiej Odnowy” i koncepcja „tolerancji represyjnej” Herberta Marcuse. Faza trzecia to już potężna ofensywa konkulturowa Nowej Lewicy.
Rewolucja kontrkulturowa ma bogatą historię w USA, my jednak konsekwentnie koncentrujemy się na Europie. Po zakończeniu II WŚ, poszczególne pastwa odbudowywały i rozwijały się w oparciu o wolnorynkowy model gospodarczy, co miało przełożenie na akceptację dla kapitalizmu w coraz szerszych kręgach społecznych. Gospodarka Włoch rozwijała się średnio w tempie 7,7%, a Niemiec 7%. Nastąpił ogromny wzrost uprzemysłowienia. (Trwało to do połowy lat 60, kiedy socjaliści zaczęli dochodzić do władzy, a następnie roztrwaniać wypracowane bogactwo). Słynny „niemiecki cud gospodarczy” oraz jego włoski odpowiednik „Miracollo Economico” w istocie nie były żadnymi cudami, tylko rezultatem zastosowania kapitalizmu. Bogacące się europejskie społeczeństwo przekonało się, że dobrobyt pochodzi z pracy. Jak by tego było mało w 1956 roku RFN zdelegalizowało partię komunistyczną. Ludzie nie chcieli słyszeć o komunistycznych utopiach oferowanych przez lewicowych ideologów, a idee marksistowskie nie były społecznie nośne. Jednak nie dotyczyło to całości społeczeństwa. Promyk nadziei dostrzegli neomarksiści, gdy dorosło pierwsze pokolenie powojennego wyżu demograficznego. Żyjące w zapewnionym przez rodziców dobrobycie, a nie rzadko w luksusie tzw. baby-boomers przeorane przez ideologów Nowej Lewicy, stało się środowiskiem rozkapryszonych, oderwanych od rzeczywistości, wulgarnych pasożytów, pozbawionych poczucia odpowiedzialności, i kontestujących lub wprost odrzucających wartości oraz zasady, którym hołdowali ich rodzice. Tak zawiązał się „konflikt pokoleń”.
To co nazywane jest ogólnie rewolucją kontrkulturową lat 60 i traktowane jako wyraz spontanicznego buntu młodzieży było w istocie precyzyjnie prowadzoną operacją Nowej Lewicy realizującej taktykę Herberta Marcuse opisaną w „Tolerancji represywnej” i mającą trzy odrębne, chociaż przenikające się nurty: Hippisowski, sytuacjonistyczny i polityczny.
Ruch hippisowski miał podstawy zdecydowanie hedonistyczne i anarchistyczne, charakteryzował się buntem wobec świata dorosłych oraz brakiem kontaktu z rzeczywistością, potęgowanej przez LSD czy grzybki, a z biegiem czasu również amfetaminę i heroinę. Hippisi nie mieli zielonego pojęcia o podstawach ekonomii. Wierzyli w wizję Herberta Marcuse, że nie muszą wypracowywać dobrobytu, bo ludzka praca zostanie niebawem zautomatyzowana i zastąpiona przez maszyny. Sprzeciwiali się instytucjom takim jak szkoła, czy własność prywatna, forsowali życie w komunach, rozwiązłość seksualną i spędzanie czasu na zabawie. Odrzucali religie tradycyjne, wyznając „nową religię wyższych stanów świadomości”, którą oferował im Timothy Leary. Szerzył się także szamanizm, neopoganizm, satanizm, a także skrajny pacyfizm, czyli kolejny, oparty wprawdzie na dobrych chęciach, lecz całkowicie utopijny światopogląd. Na początku lat 70, już po morderstwie Charlesa Mansona i żniwach narkotykowej sielanki, które m. in. Pochłonęły legendarną dla tego środowiska Janis Joplin, ruch hipisowski utracił swoje znaczenie. Hipisi, których nie udało się neomarksistom doszczętnie zdemoralizować po prostu poszli do pracy, pozakładali rodziny i zajęli się normalnym życiem.
Sytuacjonizm
Znacznie ważniejszą rolę odegrał sytuacjonistyczny nurt rewolty. Za jego sprawą udało się wprowadzić teorię krytyczną do sztuki. Był to składający się z bardzo radykalnych marksistów ruch społeczno-artystyczny dążący do przewrotu w ludzkiej świadomości poprzez kreowanie sytuacji kontrkulturowych - toteż nazwa sytuacjonizm. Różnica między ruchem hipisowskim, a sytuacjonizmem, polegała – mówiąc w uproszczeniu – na tym, że hipisi buntowali się przeciwko konkretnej formacji kulturowej, którą odrzucali, ale którą potrafili zdefiniować. Natomiast skutkiem działania sytuacjonizmu miało być zakłócenie rozumienia rzeczywistości i pod tym względem był nurtem prekursorskim. Mamy tu do czynienia z frontalnym atakiem antykultury na kulturę zachodniej cywilizacji – w tym na jej etos pracy i standardowo na gospodarkę kapitalistyczną. Na murach Paryża pisano „nigdy nie pracuj”! „Do diabła z pracą, do diabła z nudą”. „Twórzmy i konstruujmy wieczny festiwal”. To próba dezorganizacji możliwe wielu sfer życia społeczeństwa. Wymieszanie klasycznego rozumienia „dobra” i „zła”, „prawdy” i „fałszu” a więc radykalnej relatywizacji rzeczywistości. Przeciwstawienie normalnych zachowań kulturowych, np. sztuki z niemającymi nic wspólnego ze sztuką wizjami samozwańczych fanatyków „artystów”. Co bardzo istotne, sytuacjoniści nawoływali do walki rewolucyjnymi metodami bezpośrednich działań politycznych.
Frustracja, terroryzm i upadek rewolucji kontrkulturowej
W latach 1967 – 68 z inspiracji sytuacjonistów w wielu krajach na całym świecie doszło do potężnych protestów młodzieży i zamieszek ulicznych, które największą skalę osiągnęły w Niemczech (Berlin 67) i we Francji (maj 68). Jednym z przywódców rewolty był organizator anarchistycznych grup studenckich był europoseł (2018 rok) Daniel Con-Bendit, wówczas znany jako „Czerwony Dany”. Wyraził on jasno cele ruchu; „Jestem anarchistycznym marksistą”. Uznaję marksistowską analizę systemu kapitalistycznego za właściwą, ale odrzucam formy organizacyjne, jakie przyjął ruch komunistyczny. Nie jest on w stanie stworzyć nowego społeczeństwa, ale autorytarne panowanie. To jest przyczyną rozłamu między marksistowską teorią a komunistyczną praktyką. My chcemy ten rozłam usunąć.
Gdy uliczne rozruchy zostały przez władze opanowane, Nowa Lewica uległa dalszym podziałom. Myśl szkoły franfurckiej z jej sztandarową koncepcją „teorii krytycznej” kontynuowała przede wszystkim tzw. lewica nie dogmatyczna, w której skład wchodziły nowe ruchy kontestujące, takie jak ruch pacyfistyczny, ekologiczny czy będący dopiero w zalążkowej formie ruch mniejszości seksualnych, a także niemiecki ruch Sponti. Jednak aktywność Nowej Lewicy nie przekładała się na społeczne poparcie, co doprowadziło najbardziej ekstremistyczną grupę neomarksistowskich aktywistów do rozpoczęcia działalności terrorystycznej. W Niemczech działała Frakcja Czerwonej Armii, a we Włoszech Czerwone Brygady.
Naćpani hipisi, zbzikowani psełdo-artści, uliczne burdy, aż w końcu podpalenia, napady na banki, podkładanie bomb, porywanie i strzelanie do ludzi, stanowiły mieszankę, która nie mogła rzecz jasna przynieść zwycięstwa rewolucji. Jednak już wcześniej działacz ruchu Sponti i przyszły guru lewicy Rudi Dutschke, inspirując się koncepcją „hegemoni kulturowej” autorstwa włoskiego komunisty Antonio Gramsciego, obmyślał kolejną rewizję taktyki neomarksizmu.
Skuteczna taktyka neomarksizmu – „Długi marsz przez instytucje”
Rewolucja kontrkulturowa zakończyła się niepowodzeniem, w tym sensie, że mimo wielu pożądanych przez marksistów przemian kulturowych, mimo przesunięcia społecznych akcentów na lewo, dotychczasowych porządków nie da się obalić. Brakowało również odpowiedniego personelu, który mógłby tego dokonać. Siły „postępu” bynajmniej nie wyrzekły się swej dziejowej misji naprawiania świata i uszczęśliwiania ludzkości.Pod koniec lat 60-tych doszło do zmiany strategii.
W 1967 roku Rudi Dutschke zaproponował koncepcję „Długiego marszu przez instytucje”. Założenie było następujące: należy wprowadzić do wszystkich instytucji życia społecznego swoich ludzi, z zadaniem opanowania ich od środka. Chodziło o przekształcenie instytucji, a nie ich usunięcie. W tej koncepcji zdominowanie obszaru kultury ma nastąpić przed przejęciem władzy politycznej. Jest nawet warunkiem jej zdobycia. Najpierw trzeba przejąć stacje telewizyjne i radiowe przedszkola i uniwersytety, kościoły, urzędy i ośrodki kulturowe.
Młodzi rewolucjoniści zaczęli więc masowo wstępować w struktury państwa, robić kariery i zajmować coraz wyższe stanowiska, cały czas wspomagając się wzajemnie, zwiększając swoje wpływy i tworząc coraz większą sieć powiązań. Nie walczymy z opresyjnym państwem – zapisujemy się na urzędników państwowych. Nie walczymy z kapitalistyczną EWG (Europejska Wspólnota Gospodarcza teraz UE) – zapisujemy się na działaczy EWG nakazywał Dutschke. Należy stopniowo przedefiniować instytucje zgodnie z założeniami teorii krytycznej, czyli odwrócić ich uformowanie przez tradycyjną kulturę treści, ale w taki sposób, żeby instytucje te zmieniając swój charakter, spełniały nową rolę, ale nie utraciły jednocześnie posiadanego prestiżu i społecznego autorytetu. Marsz przez instytucje siłą rzeczy musi być procesem długotrwałym.
W przestrzeni nauki i języka, które obowiązkowo musiały być opanowane, rozpoczęcie długiego marszu miało związek z zanegowaniem jednego z najważniejszych filarów zachodniej cywilizacji jakim jest grecki stosunek do prawdy, czyli rozpoznanie, że prawda istnieje obiektywnie. Ujmując rzecz w największym skrócie chodzi o to, że zgodnie z neomarksistowską wersją tzw. teorii dyskursu, warunkiem prawdy jest osiągnięty w drodze dyskursu konsensus czyli „trochę ty ustąpisz trochę ja ustąpię i obydwaj mówimy prawdę”
nie ważne jaka jest rzeczywistość. Nawet potwierdzona naukowo nie zostanie uznana za prawdę, jeśli nie potwierdzi tego wynik dyskursu. Wiedza o rzeczywistości według tej teorii nie ma charakteru obiektywnego. Jak pisze w swojej książce Marksizm kulturowy Dariusz Rozwadowski: „Marksiści musieli stworzyć sposób ustalania „prawdy”, za prawdę należało uznać to co zostało przedstawione jako prawda podczas dyskursu. Warunkiem tej prawdy był konsensus, dlatego punktem odniesienia który miał wspierać argumentację różnych stron, nie mogła być rzeczywistość, a miała być nią siła przekonywania. Jednak fakt, że jedni uczestnicy dyskursu przekonują innych uczestników do swych racji, czyli osiągają konsensus, nie oznacza jeszcze, że automatycznie mamy do czynienia z poznaniem prawdy. Może tak być, ale nie musi, ponieważ w cywilizacji zachodniej prawda ma charakter obiektywny. Jest niezależna od takich czynników jak wola większości czy siła argumentacji. Możemy ją poznać, może się to nie udać, ale jako ludzie rozumni staramy się do niej dążyć. Nasza cywilizacja stworzyła naukę, której obowiązkiem jest poszukiwanie prawdy. W ujęciu marksistowskim zaś, prawda podlega ustaleniu. Kto ją ustala? Ten, kto panuje nad nauką i językiem.
„Długi marsz przez instytucje” przyniósł doskonałe rezultaty. W przeciągu 50 lat zachodnioeuropejscy neomarksiści przejęli niemal całkowitą kontrolę nad kluczowymi instytucjami życia społecznego (choć trzeba bardzo mocno podkreślić, że marsz wciąż trwa. Opanowali szkolnictwo media, centra kultury, i organizacje pozarządowe, wdarli się do instytucji prawnych, a nawet do najważniejszego antyrewolucyjnego ośrodka, czyli Kościoła. Z czasem zabrali się za organizacje międzynarodowe – Wspólnotę Europejską zastąpioną w 2009 roku przez Unię Europejską i Organizację Narodów Zjednoczonych (proces ten jest szerszy). Dopiero dzięki tej strategii zachodnioeuropejscy rewolucjoniści poprzez inżynierię społeczną na masową skalę, mogli naprawdę przeformatować ludzką świadomość i skutecznie wdrażać „postęp” w kluczowe dla zachodniej cywilizacji instytucje. Mówimy tu już nie tylko o katedrach akademickich, instytucjach badawczych, okienkach medialnych czy partiach politycznych, lecz przede wszystkim o instytucjach rozumianych jako mechanizmy kształtujące zasady życia społecznego. Charakterystyczny przykład stanowi instytucja małżeństwa, której przekształcenie – na dotychczasowym etapie – polega na odejściu od jej naturalnego charakteru i ustanowieniu norm prawnych zgodnie z którymi status „małżeństwa” obejmuje również związek osób tej samej płci. „Małżeństwom” takim nadaje się prawo do adopcji dzieci. Inny przykład dotyczy wartości absolutnie fundamentalnej – prawa do życia. Otóż w cywilizacji zachodniej prawo to, jako że wywodzi się z porządku naturalnego ma charakter absolutny i nie podlega dyskusji. Nowoczesna rewolucja sprawiła jednak, że zostało ono nie tylko zakwestionowane, ale ograniczone, i to w odniesieniu do ludzi całkowicie bezbronnych. Najbardziej „postępowa” eurolewica forsuje, bądź już przeforsowała w swoich krajach nieograniczone prawo do aborcji (aborcja na życzenie). Trzeci przykład wiąże się z demoralizacją młodych pokoleń. Zachodnie elity poprzez przymusowe wprowadzanie ideologii Gender do systemu edukacji, odmówiły rodzicom do wychowania dzieci zgodnie z własnym sumieniem. Jeden z najważniejszych, a być może najważniejszy aspekt nowoczesnej rewolucji stanowi seksualizacja dzieci. Na obecnym etapie to kwestia najbardziej przerażająca.
W wyniku „długiego marszu przez instytucje” fundamentalne wartości cywilizacji łacińskiej są z wielką siłą wypierane i zastępowane ideologią grupy prominentnych intelektualistów neomarksistowskiej lewicy, przy pomocy instytucji, które wcześniej zapewniały naszej cywilizacji prawidłowe funkcjonowanie. Instytucje te nie tylko przestają realizować wynikające ze swej istoty zadania, ale co gorsza stają się ośrodkami antykultury.
Komuniści w krajach zachodnich wprowadzili koncepcję „Długiego marszu przez instytucje”, która zakładała wprowadzenie do wszystkich instytucji życia społecznego swoich ludzi, z zadaniem opanowania ich od środka. Proces ten rozłożony był na wiele lat, ale został już zrealizowany. Można powiedzieć, że to była ewolucja czyli bezkrwawe przejęcie władzy pa[L1] ństwowej, rozłożona w czasie. To im się udało.
Drugim biegunem wprowadzającym ideologię marksistowsko-leninowską była Rosja sowiecka. Wprowadzanie komunizmu odbywało się drogą rewolucyjną, czyli terrorem, przemocą i krwawą dyktaturą. W Polsce metodami stalinowskimi została narzucona władza komunistyczna przez Rosję Sowiecką. W stosunkowo krótkim czasie obsadzili urzędy i instytucje państwowe swoimi ludźmi. Nastąpił „szybki marsz przez instytucje”. Na samym początku tworzenia socjalistycznego państwa PRL została zaaplikowana komunistyczna utopia i była trzymana żelazną ręką do lat osiemdziesiątych. W okresie przemian ustrojowych zmienili barwy, sztandar wyprowadzili, ale ducha komunizmu i władzę zachowali. Nastał czas umacniania się w kapitalistycznych realiach. Po kilku latach stworzyli wspólny front z państwami zachodnimi zrzeszonymi w Unii Europejskiej Spinellego.