Zaprzysiężony globalista fanatyk Klaus Schwab
Zaprzysiężony globalista fanatyk Klaus Schwab
Autor: Bloger „Jazgdyni”
Poważne sprawy trochę z dystansem!
Ideolojeb to taki mój, klasycznie kacapski i ukochany też przez szkopów neologizm, jak te kompromaty (kompromitujące materiały) będący zbitką ideologa z pojebem.
Ideolojeb to taki człowiek, który w historii ludzkości wyrasta nagle jak bolący wrzód na dupie, nie, żeby nam życie polepszyć, tylko je niszczyć.
Oczywiście w swoim fanatyzmie i zwichrowanej psychice on uważa, że robi wszystkim dobrze (taka ogólnoświatowa prostytutka?), ale za każdym razem, żeby w końcu było dobrze, to musimy nieco pocierpieć, coś stracić i przyzwyczaić się do czegoś, co dotychczas uważaliśmy za wstrętne, czy nawet obrzydliwe. Jak pożywianie się robakami.
Tak jakoś dziwnie łączy ich jedno: - żeby osiągnąć te swoje wydumane cele, musi być rewolucja. Inaczej się nie da. A my, ludzie wiadomo, strasznie kochamy rewolucje. Wprost nie możemy się doczekać. Krew sika z rozerwanych pociskiem tętnic, … My przecież kochamy horrory.
Rewolucje kochają idioci. Fanatycy. Cóż, Wielki Kreator – nasz konstruktor nie przewidział programu =reset= i my sami musieliśmy wymyślić, pokoje bez klamek, gdzie ściany wyłożone są miękkimi materacami, kaftany bezpieczeństwa i elektrowstrząsy. I co tam uwielbiali bolszewicy w tych swoich psychuszkach, gdzie praktycznie mógł trafić każdy obywatel. Ba … nawet każdy towarzysz.
Nodobra, czasami historia tak się toczy, że taki fanatyk potrafi, bo akurat jest przekonujący, zebrać wokół siebie liczną grupę wyznawców, takich spolegliwych owieczek, które z radosną pieśnią na ustach maszerują do ubojni.
Jednak najgorzej jest, gdy jakiś władca, możnowładca, pier***nięty miliarder, co ma już tyle, że brak mu bodźców, by czymś jeszcze się podniecić, odkrywa takiego fanatyka i jego pieprzone idee i postanawia się zabawić, a może jeszcze przy tym zarobić.
I patrzymy, jak tylko w ostatnim stuleciu z kawałkiem, kolejni schizofrenicy z paranoją i halucynacjami, którym magnaci i ta najbardziej obrzydliwa, śliska kasta ludzkości – politycy, udostępnili możliwość działania, zamiast po bolszewicku zamknąć w psychuszce, narozrabiali, przez co miliony prostych ludzi straciło życie.
Kogo tu nie mieliśmy? Maks i Engels, Gramsci i Spinelli, Hitler, Stalin, Lenin a także Trocki,.. Mao Zedong. Pewnie jeszcze parę Pol Potów czy Kastro by się znalazło. Polak by się też znalazł. No i nagle – a jakże! – z Niemiec – ukazał się nam kolejny potwór, postać śliska, zakłamana i chciwa. Krańcowy fanatyk. I to taki, który akurat trafnie wycelował w ducha czasu – jego niemiecki Zeitgeist. To w moich oczach paskudny zramolały i chyba całkiem bezrozumny fanatyk – 85 letni staruch, Klaus Schwab.
Warto się zastanowić, komu on i jego Światowe Forum Ekonomiczne – WEF, słynne Davos w Szwajcarii, podlega. I co on chce zrobić. To zaprzysiężony globalista, a jego WEF ma się stać ogólnoświatową władzą.
W swojej książce, która narobiła dużo zamieszania. „Czwarta Rewolucja Przemysłowa”, napisana pod patronatem największych bogaczy tego świata, Schwab bez ogródek opisuje jak ma wyglądać świat w niedalekiej przyszłości, gdy wreszcie te 2% ziemskiej populacji, tych tryliarderów, najbogatszych ludzi świata, pod przewodnictwem WEF, przejmie władzę nad wszystkim i wszystkimi na tej ziemi.
To co już znamy, czy to z najnowszej historii, czy nawet z autopsji: dzisiejsza dzicz Putina, mordy i pomysły Pol Pota w Kambodży, Rewolucja Kulturalna Mao Zedonga w Chinach, hitlerowskie Niemcy to mały pikuś, w stosunku do tego co nam szykuje zidjociała burżuazja, która jakimś cudem zaraziła się komunizmem i gdzie twarzą tego jest Klaus Schawb, a jego portrety, jak kiedyś pamiętamy portrety Stalina, będą wisieć w każdej klasie szkół na całym świecie.
Zapewne wielu już nie młodzieńczych czytelników pamięta Czerwone książeczki Mao. Ponieważ wtedy też wybuchł ruch hippisowski, stała się ona modna na całym świecie. Wydrukowano tego chyba parę miliardów i można ją było dostać wszędzie.
Tak rozpoczęła się komunistyczna indoktrynacja na całym świecie. Dołączając COVID-19, można powiedzieć, że Chiny są dobre w zarażaniu świata zarazą.
Co to było, ta kieszonkowa książeczka?
„Cytaty z Przewodniczącego Mao, na zachodzie nazywano także Czerwoną książeczką – była „biblią” hunwejbinów w okresie rewolucji kulturowej. (1966-1976). Każdy Chińczyk był zobowiązany do jej studiowania, zachęcano do uczenia się na pamięć.
A teraz poczytajmy sobie – zapewne będzie to tęczowa książeczka – to niemalże bublijne [nie poprawiać] dzieło neo-proroka Klausa Schultza. To jest lektura dla ludzi o mocnych nerwach. Ci z problemami z sercem lepiej niech tego nie czytają.
Nie będę się o treści tego skromnego tworu literackiego rozwodził. Brzydzi mnie to i wnerwia. Pokrótce tylko powiem, że jest to uporządkowanie wszystkiego tego co w doniesieniach i plotkach słyszeliśmy o NWO – New World Order – Nowy porządek świata.
Tutaj już bez ogródek planuje się po objęciu całej Ziemi, - jedynie słuszną i właściwą władzą, podział ludzkości na dwie, biegunowo różne grupy. Zakładając dzisiejszą populację globu – przyjmijmy dla równego rachunku 8 miliardów, to mamy być my, ciche owieczki – neo-niewolnicy; a może jakieś 100 milionów, a może nawet dużo mniej, to klasa władców. Ci miliarderzy, plus sprzedajni politycy, finansiści, medialni bonzowie, naukowcy na każdy temat za gotówkę, oraz cały pozostały personel do obsługi kasty władców, lekarze, inżynierowie i ..clowni dla rozrywki, to ci wybrańcy Klausa Schwaba na górę.
Niewolnictwo wg. Klausa Schwaba ma być nieco łagodniejsze. Mniej więcej takie jak parę lat temu oznajmił niższego poziomu aktywista z Polski, wówczas premier, Donald Tusk: ludność ma być w miarę zadowolona. Do tego wystarczy im piwo, grill,ciepła woda w kranie i „Taniec z gwiazdami”. Lecz czytając clowna Klausa dowiadujemy się, że poza tym nic własnego nie będziemy posiadać.
Będziemy mieszkania, czy nawet domy wynajmować. Żadnych samochodów nie będziemy posiadać – będą nam one udostępniane na konkretny czas. Naszym dobrostanem będzie rządzić, jak to się już stosuje w Chinach, punktowy system nagród i kar. Jesteś dobry obywatel – potulny i pokorny – uzbierałeś dużo punktów, to możesz polecieć do Egiptu i spędzić tam tygodniowy urlop. A jeśli byłeś nisko oceniony, to nigdzie nie wyjedziesz, a na dodatek możesz ze strony władz spodziewać się ustawowych restrykcji.
Jak już napisałem, nie chcę się wgłębiać w te plany neo – bolszewików, bo to jest taki stek idiotyzmów i anty – humanitaryzmu, że aż zęby bolą.
Klaus Schwab , żeby było jasne, jest tylko „twarzą” tej całej sekty bogatych durni. Choć on zapewne sam uważa się za przywódcę. Chyba najbardziej pasuje mu pozycja kacyka, onegdaj gościa na Karaibach, jeszcze przed Kolumbem, który rządził całym plemieniem, wraz z kapłanami, szamanami i starszyzną wojowników.
Dzisiaj tak definiujemy przywódcę, sprawującego władzę w sposób samowolny i arbitralny. Dokładnie tak jak te staliny i hitlery.
Wyraźnie daje się zauważyć, demonstrowana jaskrawo germańska buta i filozofia Uber alles. Jak wiadomo, z takimi typami żadna dyskusja nie ma sensu. Oni zawsze wiedzą lepiej.
Czy mamy szansę ich pokonać? Choćby w imię prawidłowego humanizmu. Sądzę, że jeszcze pozostało nam dosyć czasu, by nie dopuścić do zwycięstwa sekty bogaczy i ich popleczników.
Proszę zobaczyć, że działają oni w sposób ekskluzywny. Nawet tajemniczy i ukryty. Ich spotkania, jak tego cyrkowego Klubu Biderberga (o komunizmie tej grupy świadczy tam członkostwo Radosława Sikorskiego), tajnych spotkań nowojorskich, czy nawet Opus Dei, są ochraniane przez tysiące policjantów, służby specjalne i prywatnych ochroniarzy. Jak to się mówi – strasznie się tajniaczą. Dopiero WEF z Davos z Klausem Schwabem zaczyna nieco otwierać się na światową ocenę, mimo, że nadal jest to towarzystwo, gdzie wstęp do niego wysoko kosztuje. Na przykład Aleksander Kwaśniewski, gdy był prezydentem i rozpierała pycha, jak u chłopa, który pierwszy raz założył skarpetki, by zostać zaproszonym na forum w Davos, odznaczył Schwaba Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej.
O czym to świadczy. Przede wszystkim, że ta samozwańcza światowa elita ciągle się boi i nie jest pewna zwycięstwa i akceptacji przez ludzkość proponowanego „nowego porządku”. To że mają górę pieniędzy i reguła, że „każdego można kupić” nie wystarcza by mogli zwyciężyć. Ich majątki nie są aż tak wielkie, by mogli kupić każdego człowieka. Zresztą pewnie się tym brzydzą, bo ich kolonialni przodkowie pokazali, że taniej i łatwiej jest po prostu całe narody podbić i zniewolić. Zastosowali więc inne metody przygotowania do zniewolenia ludzkości.
Pierwszy etap schwabowskiej rewolucji to „urabianie ludzkości”, tak, aby stała się ona coraz bardziej bierna, bezsilna i bezmyślna.
Najważniejszym elementem tego etapu to likwidacja fundamentów, zniszczenie tysiącletniej cywilizacji łacińskiej, dzisiaj pogardliwie, od momentu rozbudzenia ruchu BLM – Balack Lives Matter nazywanej „cywilizacją białego człowieka”, a co za tym idzie, zastąpienie cywilizacją przyjemności. Wszystko ma być „lekko, łatwo i przyjemnie”. Więc nie ma co dzieciaków niepotrzebnie męczyć tą edukacją, wykształceniem i stresującymi egzaminami. A enigmatyczne dobro należy zastąpić przyjemnością. To znaczy, że tylko co przyjemne jest dla nas dobre.
Z przykrością trzeba stwierdzić, że ta zmiana myślących obywateli w spolegliwe owieczki, koncentrujące się wyłącznie na konsumpcji i dyktaturze celebryckich mediów, w dużym stopniu dokonała się już na tak zwanym zachodzie.
Jednocześnie, postanowiono pozbawić obywateli tego, co jest dla nich chyba najważniejsze i czego oczekują od każdego państwa. To bezpieczeństwo, spokój i porządek. Takie właśnie powinno być życie każdego. Tak uważa zdecydowana większość, jak to pokazują statystyki.
Więc ta banda dążąca do nowego porządku, zdecydowała się usunąć te pożądane wartości za pomocą ideologicznego chaosu powodującego stres i niepewność, poprzez wymyślone oszukańcze teorie genderowskie, oraz zakłamany klimatyzm.
Taka dawka hipokryzji, właściwie beztrzelnego kłamstwa, mieszania ludziom w głowach, zrywania niezbędnych więzi międzypokoleniowych i rozbijania sensu rodziny, musi wprowadzić prostych ludzi w stan nieustannej traumy, nerwic istresu. O to tym typom z kontenerami pieniędzy chodzi. Tych co nie można łatwo kupić, jak tych chciwych polityków, naukowców i dziennikarzy należy wykończyć psychicznie. Wtedy opór będzie o wiele słabszy. I dla przysłowiowego „świętego spokoju” lud zgodzi się na wszystko. A jak się w końcu połapią, że droga wiedzie do niewolnictwa i biedy, to będzie już za późno.
Teoretycy historiozofii, antropologii i współczesnej socjologii, wiedzą, że za powodzeniem takiej rewolucji, czy „tylko” potężnej transformacji, musi stać tylko jeden przywódca -bohater, który stanie się symbolem. Czyżby wybór padł na tego szkopskiego, lub lepiej powiedzieć szwabskiego – starucha, Klausa Schwaba? To on ma być w przyszłości symbolem, jak Konfucjusz, czy Sokrates – ci co popchnęli świat naprzód? Kimś, o którym się będzie mówić z szacunkiem i podziwiać?
A może jednak postawi się go obok Stalina i Hitlera jako kolejnego – wroga ludzkości.
Projekt Schwaba – World Economic Forum stał się „globalną platformą współpracy” elit międzynarodowych w celu między innymi zmniejszenia populacji ludzkości na świecie.