Historia i Współczesność

Jak nasza przeszłość wpływa na naszą terażniejszość

← Wróć do listy

Witold Waszczykowski: Polityka ustępstw wobec Brukseli była błędem

Opublikowano: 9.08.2026

Witold Waszczykowski: Polityka ustępstw wobec Brukseli była błędem

Komentarz Witolda Waszczykowskiego04.08.2026

Opisując rozłam w Prawie i Sprawiedliwości, wielu komentatorów dostrzega rywalizację ambicjonalną. W rzeczywistości konflikt w PiS na temat obecności i polityki, a raczej zachowania, Mateusza Morawieckiego toczy się od 2015 roku, od początku rządu Beaty Szydło. Było zauważalne, iż Morawiecki nie akceptował społecznej i socjalnej polityki Szydło, Rafalskiej, Szałamachy. Ze względu na sukcesy polityki społecznej oraz międzynarodowej (obecność NATO w Polsce, wizyta Trumpa, pielgrzymka papieża Franciszka etc.) Morawiecki nie mógł otwarcie kontestować rządu. Otwarcie kontestował senior Kornel Morawiecki. Tymczasem junior urządził indywidualne seminaria ekonomiczne Prezesowi na Nowogrodzkiej.
Pokazywał wizje przyśpieszonego rozwoju i prezentował siebie jako realizatora przyśpieszenia.
 Jesienią 2017 roku zaczęła się wewnętrzna dyskusja o „rekonstrukcji” rządu. Namawiano Prezesa, aby stanął na czele rządu. Przejąby sukcesy rządu na własne konto oraz zakończyłby rzekomy dualizm decyzyjny. Co prawda premier Beata Szydło zachowywała się bardzo lojalnie wobec Prezesa, ale jej popularność drażniła najbliższe jego otoczenie. Prezes Kaczyński wahał się. Nie mógł zarządzać krajem jak w latach 2006/7. Traktat Lizboński zmienił Unię. Obowiązki premiera znacznie rozszerzono o politykę europejską. Tym czasem prezes nie lubił zajmować się
 problemami międzynarodowymi. Utrzymywał, że polityką zagraniczną nie wygrywa się wyborów. Zakładał, że polityką europejską zajmie się minister spraw zagranicznych, jak na przykład Krzysztof Szczerski, ekspert w sprawach unijnych. Jednak jako premier nie mógłby się odciąć od spraw europejskich. Uświadomiono mu, że jeśli nie będzie jeździł do Brukseli, to Europa przyjedzie do niego z decyzjami do przyjęcia. To zniechęciło Prezesa do fotela premiera. I tu zjawia się Mateusz Morawiecki z ofertą przyspieszenia oraz porozumienia z Unią.

Polityka Unijna

Rząd Beaty Szydło prowadził dialog z Unią, wyjaśniając reformy PiS. Twardo odrzucał próby rozszerzenia kompetencji Komisji poza obszary traktatowe. W lutym 2026 roku, na prestiżowej konferencji W Monachium, odpowiedziałem Timmermansowi, że nie będzie nam interpretował naszej konstytucji. Wyjaśnialiśmy, że debata w Polsce na temat praworządności była sporem politycznym. Taka też była konkluzja raportu Komisji Weneckiej w 2016 roku.
 Morawiecki przekonał Prezesa, że zdoła porozumieć się z Komisją Europejską. Przekonywał do łagodniejszej polityki i swojego obycia międzynarodowego. Wspiera go Konrad Szymański. Zapomniał jednak poinformować, że porozumienia będzie poszukiwał przez negocjacje i ustępstwa. Zapyta ktoś, co jest złego w negocjacjach? Otóż podjęcie negocjacji z Komisją ws. praworządności było równoznaczne z przyznaniem Brukseli prawa do ingerencji w nasz wymiar sprawiedliwości.Ustrój prawny państw członkowskich nie był częścią regulacji traktatowych. Nie istniał żaden wzorzec europejski.

Efekt

Kandydatura M. Morawieckiego na premiera zniechęciła K. Szczerskiego do MSZ. Rozumiał, że nie miałby żadnej autonomii w kształtowaniu polityki europejskiej. Pospiesznie wyszukano Jacka Czaputowicza, eksperyment jako szefa MSZ, który realizował politykę białej flagi wobec Brukseli.
 Komisja z radością powitała kompromisową postawę nowego premiera. Rozpoczęła proces kuszenia nas kompromisami. Łudzono premiera, że jeszcze jedno ustępstwo i dojdzie do kompromisu oraz akceptacji naszych reform. I tak doprowadzono do akceptacji mechanizmu warunkowości przez polskiego premiera. Zatem polska zgoda na negocjacje z Komisją legitymizowała stworzenie mechanizmu warunkowości dla wszystkich państw członkowskich.
 Przez długi czas premier Morawiecki przekonywał w kraju, iż mechanizm warunkowości to tylko klauzule zabezpieczające przed finansowymi malwersacjami.
 Komisja otrzymała jednak mechanizm dyscyplinujący państwa członkowskie. Tą dyscypliną szantażowała nas i inne państwa, aby akceptować jej politykę zawłaszczania dalszych, nie objętych traktatami, dziedzin ekonomicznych, społecznych, a nawet kulturowych. I tak Komisja wkroczyła na energetykę, ekologię i klimat, narzucając normy odbiegające od zasad zdrowej ekonomii.

Polityka ustępstw

Rząd premiera Mazowieckiego dał się wciągnąć w tę politykę ustępstw. Wszelkie rady, aby wetować ideologicznie motywowane projekty komisji, odrzucał i dyskredytował jako bezużyteczne kapiszony. Premier komunikował z Polakami żargonem biurokracji unijnej. Co miało dowodzić, że panuje nad polskimi interesami w negocjacjach z Brukselą. Tymczasem Komisja szalała dalej i obwarowała KPO – fundusze rekompensujące straty po Covid – tzw. kamieniami milowymi, licznymi warunkami w wielu dziedzinach życia politycznego i ekonomicznego państwa. Rząd akceptował te warunki, a nawet proponował dodatkowe, aby tylko usatysfakcjonować Komisję. Obserwowałem tę samobójczą politykę z perspektywy europarlamentu. Bruksela jednak w porozumieniu z opozycją w Polsce mroziła fundusze. Wbrew tej sytuacji rząd obiecywał Polakom pozyskanie od Unii 770 mld zł. Brak tych pieniędzy brutalnie wykorzystano w kampanii wyborczej przeciwko rządowi PiS. Tuż przed wyborami dobiła nas rzekoma afera o sprzedaży wiz na straganach w Afryce, nieumiejętne wytłumaczona przez kolejny eksperyment w MSZ. I tak polityka zagraniczna przyczyniła się do słabego wyniku PiS i utraty rządu.

Morawiecki utrzymuje, że prezes wszystko akceptował. To też prawda, ale akceptował na podstawie bardzo spreparowanych opowieści na temat polityki KE. Premier dezinformował Prezesa by uzyskać jego zgodę na decyzje, które on uzgodnił z KE. Jako były bankier uważał, że zdobycie funduszy jest warte wszelkich ustępstw. Nie rozumiał, że Komisja arbitralnie i uznaniowo wytyczała normy i pod nie zarządzała pieniędzmi. Nie przyszło mu do głowy, że wstrzymają KPO, by w Polsce wygrali ludzie kierujący się dyrektywami Komisji i poglądami Berlina na Europę. Wierzył, że swoimi ustępstwami zasłużył na akceptację. To był błąd. Wprawdzie był globalistą i unijczykiem, ale pomijał fakt, iż Berlin wspiera tylko swoich ludzi.

Odrzucone uwagi

Zwróciłem na to uwagę byłemu premierowi w styczniu 2024 roku na spotkaniu z europosłami z EKR. Niestety były premier odrzucał takie uwagi. Bezrefleksyjnie bronił swojej polityki wobec Unii. To prowadziło do napięć w PiS. Zamiast refleksji nad błędną polityką, kampania wyborcza 2024 do europarlamentu stała się etapem budowania własnej frakcji w PiS. Faworyci byłego premiera dysponowali znacznymi funduszami i wsparciem logistycznym. Wygrali mandaty poselskie. Niestety cała sekcja polityków PiS zajmujący się polityką międzynarodową, z Jackiem Saryusz-Wolskim na czele, została wyeliminowana z europarlamentu. Zjawisko to dostrzegł po czasie prezes Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla portalu TAK!
 Zatem zamiast korekty swojej polityki wobec Unii, Mateusz Morawiecki wybrał rozwód z PiS. Znowu wrócił żargon salonów europejskich o rozwoju i nowym łagodniejszym dialogu ze środowiskami umiarkowanymi. Grill 31 lipca pokazał chęć nowej formy dialogu politycznego, jednak nie zaprezentowano żadnych nowych treści. Debaty wskazały, że nowy twór polityczny wielkomiejskiej inteligencji marzy o zaistnieniu na salonach III RP. Stowarzyszenie rozwój Plus jest kolejną odsłoną starej iluzji o zagospodarowaniu mitycznego centrum. Stowarzyszenie Rozwój Plus jest również kolejną edycją politycznego manewru „wybierzmy przyszłość”. Zabieg taki był stosowany w przeszłości jako ucieczka do przodu, odcinanie się od niewygodnej historii. Od czego chce się odciąć frakcja Morawieckiego. Stąd ciekawi mnie kiedy Mateusz Morawiecki wystąpi ze swoim przesłaniem politycznym w Fundacji Batorego lub podobnej świątyni postępowego liberalizmu.
 Zastanawia mnie jednak, czy odnowienia starych iluzji warto było dokonać takiego rozłamu w największej partii opozycyjnej w takim czasie, kiedy perspektywy zwycięstwa wyborczego stawały się bardzo realne.

Wywiad Mateusza Morawieckiego z lipca 2019 roku.
Partia Prawo i Sprawiedliwość jest partią socjalistyczną. Robotnicza myśl socjalistyczna jest głęboko obecna w filozofii Prawa i Sprawiedliwości.
 „Jedni Mają takie poglądy, bardziej lewicowe, drudzy bardziej prawicowe. Wszystkich potrzebujemy. To również, w tej lewicowej – nazwijmy to dawnej PPS* tradycji – tam rosła ta wrażliwość społeczna, jakże potrzebna dla sprawiedliwości społecznej. To „Solidarność” jest spadkobiercą chrześcijańskiego myślenia o miłości bliźniego, ale również robotniczej myśli socjalistycznej. Ta myśl jest głęboko w filozofii Prawa i Sprawiedliwości obecna.
*Polska Partia Socjalistyczna PPS wywodzi się z ideologii komunistycznej. Partia polityczna o charakterze niepodległościowym, socjalistycznym i pracowniczym. Klasyfikowana w grupie partii lewicowych założona w 1892 roku. Działaczem lubelskiej PPS był między innymi Józef Cyrankiewicz.
Poseł Horała ujawnił, że prawicową partię Prawo i Sprawiedliwość lokuje jako partię socjalistyczną.
 Stowarzyszenie „Rozwój Plus” przedstawia już na początku relatywizm polityczny.
Poseł Olga Semeniuk - Patkowska ogłosiła, że wystąpi w programie Moniki Jaruzelskiej będzie na pewno promować nowe przedsięwzięcie polityczne. Czarzasty patrzy przychylnie na Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego.
Kto się cieszy? Frankfurter All. Zeitung w artykule mówi, że wreszcie będzie normalna, poważna, konserwatywna, proeuropejska opozycja w Polsce. Niemcy się cieszą!
Wypowiedź Kurskiego: „Krótko mówiąc PiS, ostatnia Polska niepodległość, ma być rozwalona w wyniku realizacji niemieckiego planu podboju Europy, a Morawiecki jest tutaj żałosnym trybikiem, żeby to zrobić”.
 Od początku powstania nowej patii na prawicy, musimy bacznie obserwować w którym ideowym kierunku pójdzie stowarzyszenie „Rozwój plus” Tadeusza Morawieckiego.