Demokracja po Niemiecku
Demokracja po Niemiecku
Podczas przemówienia kanclerza Niemiec Friedricha Merza w Trewirze powiedział; „Za kilka dni wojna w Ukrainie będzie trwać już cztery lata. To dłużej niż druga wojna światowa”. Te skandaliczne słowa zakłamujące historię tak próbował tłumaczyć ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger; „Trzymajmy się faktów: kanclerz mówił o Rosji jako sąsiedzie Europy, a nie Niemiec. Niczego nie wymazał z II wojny światowej, po prostu pomylił porównanie z długością wojny ze Związkiem Radzieckim”. Ambasadorowi jakoś umknęło, że Merz to samo mówił podczas niedawnej Konferencji w Monachium.
Niestety Niemcy nie traktują Polskę poważnie. II wojnę światową liczą od napaści na Rosję w 1941 roku.
Agresję na Polskę nie zaliczają do II wojny światowej.
Oczywiście nie brakuje w Polsce polityków, którzy będą udawali, że wierzą w te pomyłki, bo przecież Tusk nie oburzy się na swojego nadzorcę, komuch Czarzasty nie zaprotestuje a Sikorski nie wezwie na dywanik ambasadora Bergera. Oni prędzej narobili by w gacie, niż ośmielili by się zwrócić uwagę swojemu nadzorcy z Berlina. Oni mają jedynie napluć zza węgła na Trumpa, USA i PiS by zadowolić swych zwierzchników z Berlina. Im nie przeszkadza, że bezczelny szwab napluł w twarz polskim ofiarom rozpętanej przez Niemcy drugiej wojny światowej. Według Merza nie było niemieckiego ataku na Polskę 1 września 1939 roku i nie było sowieckiej inwazji na nasz kraj 17 września 1939 roku, bowiem nie było też paktu Ribbentrop – Molotow. Nie było masowej fizycznej likwidacji polskich elit prowadzonej od 1939 r. akcji Inteligenzaktion i 1940 r. akcji „Ausserordentliche Befriedunsaktion (AB). Nie było także w 1940 r. pierwszego transportu do obozu zagłady KL Auschwitz uruchomionego początkowo tylko dla polskich więźniów politycznych. Ze słów Merza wynika, że w Warszawie w październiku 1939 roku nie utworzono getta dla Żydów, bo przecież druga wojna światowa rozpoczęła się dopiero w 1941 r.
Uległość rządzących dzisiaj polityków wobec Niemiec
Premier i lider rządzącej koalicji, przed nowo powołanym kanclerzem Niemiec Friedrichem Mercem jednostronnie zrzekł się w Warszawie polskich roszczeń reparacyjnych wobec Berlina. To – jak tłumaczył Tusk – to jest nowe otwarcie polsko-niemieckich stosunków (Tusk lubi otwierać; Chcemy współpracy i dialogu z Rosją taką jaka ona jest – nowe otwarcie).
Dalej mówi Tusk; Czy Niemcy kiedykolwiek zadość uczyniły za straty, tragedię II wojny światowej w Polsce? Nie, oczywiście, że nie. Rachunek nigdy nie był zadość uczyniony, ale nie będziemy o to prosić.
To kwestia do przemyślenia przez wszystkie strony. (pozostało nam tylko myślenie i marzenie o reperacjach!). Ja chcę się skoncentrować na tym, aby Polska i Niemcy skupiały się na tym, by budować bezpieczną przyszłość.
Niemcy wiedzą, że gest Donalda Tuska jest dla nich trudny do przecenienia i jak najbardziej wymiernym prezentem od Polskiego polityka.
Naprzeciwko Bundestagu leży kamień, który spadł Niemcom z serca, kiedy dowiedzieli się, że Polska „nie będzie się prosić – jak to mówił premier – o reparacje wojenne.
Oczywiście nie mogło też zabraknąć publicznej kapitulacji Towarzysza Czarzastego w sprawie reparacji i szybko przeszedł w skomlenie mówiąc do Niemców: „Ja nie mówię o bilionach, ja mówię o zadośćuczynieniu, o dotknięciu, o uśmiechu, o przytuleniu, o powiedzeniu: pamiętamy was, szanujemy was”.
Ten sam Czarzasty tak wspaniałomyślny wobec Niemiec i odpuszczający im winy, całkiem niedawno, jeszcze przed Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych zapowiedział wraz z towarzyszką Anną „wanną” Żukowską w imieniu Lewicy projekt ustawy według której mają zostać wypłacone odszkodowania „ofiarom Żołnierzy Wyklętych”. Kiedyś zdrajca i sowiecki generał w polskim mundurze, gen. Wojciech Jaruzelski mówił: „Jeśli uznamy Kuklińskiego za bohatera, to znaczy, że my wszyscy jesteśmy Zdrajcami”. I właśnie dlatego 23 maja 1984 roku w tajnym procesie Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał zaocznie płk Ryszarda Kuklińskiego na karę śmierci i konfiskatę majątku. Czarzasty idzie tokiem rozumowania zdrajcy Jaruzelskiego. On pluje na walczących w niepodległościowym podziemiu naszych Żołnierzy Wyklętych”, bo wie, że uznanie ich za bohaterów oznacza wprost, że on i jego czerwoni towarzysze wysługujący się sowieckiemu okupantowi są zdrajcami. To dlatego oddawanie hołdu ludobójcom Polaków przychodzi mu tak lekko. Ostatnio podczas wizyty w Kijowie przemawiając w Radzie Najwyższej Ukrainy wykrzykną do ukraińskich deputowanych banderowskie pozdrowienie: Sława Ukrajini!, widząc przecież, że na pulpitach ukraińskich parlamentarzystów stały banderowskie flagi.
1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych prezydent Karol Nawrocki powiedział: „Tak, my wygraliśmy wspólnie bitwę o pamięć, przeciwko pogardzie, przeciwko kłamstwu, ale musimy mieć świadomość, że 45 lat sowieckiej komunistycznej propagandy jest niestety ciągle z nami. Nadal są tacy i są jednymi z najważniejszych urzędników w państwie polskim, którzy jeszcze dziś mówią, że ofiarom żołnierzy wyklętych, bo tak ich nazywają, należy wypłacić odszkodowania […]. Nie tylko komuniści ich zabili. Nie tylko poddawali ich sfingowanym procesom. Nie tylko niszczyli przez 45 lat ich rodziny, prawdę o nich, wysyłali całą machinę propagandową, żeby zniszczyć tą piękną prawdę o ich postawie i wierności polskiej niepodległości. Chcieli po prostu zabrać nam bohaterów, abyśmy nie wiedzieli, że byli oni niezłomni. Wyklęli ich tylko po to, abyśmy nie czuli ducha wolności i przywiązania do suwerenności. Nie starczyło ich zabić, ukryć ich szczątków, tylko trzeba ich było ewaporować, wymazać z naszej narodowej świadomości. Bohaterom chwała, a komunistycznym zdrajcom, którzy do nich strzelali wieczna pogarda.
Swoje wystąpienie prezydent zakończył słowami: Precz z komuną!
Napaść Niemiec na ZSRR była w 1941 roku. Pod tym względem załgane polityki historyczne Niemiec i Rosji są co do joty zgodne. Co tam jakieś inne małowartościowe narody. Trzeba przecież budować jednolitą Europę od Władywostoku do Lizbony pod „demokratycznym” przywództwem Niemiec.
A jak ta demokracja „made in Germany’ ma wyglądać? To nie pierwszy już raz wytłumaczył przełożony Tuska z Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber. Jego plan jest nie mniej ambitny niż Hitlera. Weber mówi: „Mam nadzieję, że teraz mamy siłę, podobnie jak Kohl i Mitterand w przypadku euro, by powiedzieć: stworzymy Europę tak ściśle zintegrowaną, że przetrwa nadchodzące burze. Potrzebujemy teraz takiego samego myślenia w kwestiach militarnych. Musimy przygotować się na scenariusze, w których Bardella zostanie prezydentem Francji, a Kaczyński wróci do władzy w Polsce. Musimy przygotować się na te scenariusze już teraz, a to oznacza, że musimy mieć siłę, by myśleć o Europie z rozmachem, myśleć historycznie”.
Tu nie ma już „owijania w bawełnę” i pretensjonalnego konsumowania „bułki przez bibułkę”. Weber mówi wprost: Musimy się szybko zbroić i mieć odwagę zdecydowanie zareagować zanim w Europie wybory zaczną wygrywać nie ci, którzy powinni. SAFE jest na to najlepszym sposobem. Musimy „ściśle się zintegrować” pod wodzą oraz nadzorem Niemiec zanim jacyś Bardelle i Kaczyńscy wygrają wybory.
Joseph Goebbels w swoich pamiętnikach pisał: „Cały ten śmietnik małych narodowości w Europie musi zostać jak najszybciej zlikwidowany. Celem naszej walki musi być stworzenie jednolitej Europy. Tylko Niemcy mogą zapewnić Europie wyraźną organizację, innego mocarstwa przywódczego praktycznie nie ma. Prawdopodobnie byłoby również celowe stworzenie na poszczególnych terenach marionetkowych rządów, które wydawałyby niepopularne zarządzenia. Miałoby się zawsze jakąś fasadę, za którą moglibyśmy prowadzić własną politykę”.
Czy nie brzmi znajomo?
Nieprzypadkowo do pomocy ściągnięto starego komucha Czarzastego i uczyniono go drugą osobą w państwie. Stary towarzysz z PZPR dokładnie zrozumiał o co chodzi i poszedł na całość próbując nawet strącić z proniemieckiego tronu Tuska i Sikorskiego. Podczas wizyty w Berlinie mówił: Nie ma bezpiecznej Polski bez bezpiecznych Niemiec i mam w nosie, co mówi ortodoksyjna prawica. Nie możemy pozwolić, aby w debacie o historii dominowali cyniczni politycy nadal żerujący na cierpieniach i grobach ofiar sprzed 80 lat. Trzeba się z tego wyzwolić. Dlatego właśnie moja pierwsza wizyta jest w Niemczech. Nie powinno być zgody na sposób uprawiania polityki polegający na tym, że kto bardziej opluje Niemca, ten dostanie więcej głosów.
Słowa Goebbelsa o: „celowym stworzeniu na poszczególnych terenach marionetkowych rządów, które wydawałyby niepopularne zarządzenia są jak najbardziej aktualne dzisiaj.
Taki marionetkowy rząd tworzyli w PRL komuniści służący sowietom. Dzisiaj taki rząd służący interesom Berlina tworzy Tusk i koalicja 13 grudnia przy wsparciu nawykłych do zdrady postkomunistów. Nie udało się Niemcom takiego rządu stworzyć podczas okupacji Polski, ponieważ wtedy trudno było znaleźć odpowiednią ilość kandydatów zupełnie wyzutych z polskiego kodu kulturowego. Dziś jest o wiele łatwiej.
To nie przypadek, że już ponad 30 lat temu Niemcy postawili na Tuska dla którego przecież:
[ <Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy dotykam tego niechcianego tematu.
<Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki, brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać …
<Piękniejsza od Polski, jest ucieczka od Polski tej ziemi, konkretnej, przegranej brudnej i biednej. I dlatego często ogłupia, zaślepia prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.]
To według tego samego klucza Tusk dobiera sobie sojuszników Taki jak Czarzasty. W jego sojuszu ze starymi komunistami nie ma niczego egzotycznego i zadziwiającego. Przecież wcześniej przytulił do siebie towarzyszy sekretarzy PZPR Millera, Cimoszewicza i Belkę. Oni wzajemnie rozumieją się bez słów, bo dla nich Polska i polskość nie stanowią żadnej wartości. Niestety przypominając konfederacje targowicką możemy powiedzieć, że to co dzisiaj się dzieje w Polsce nie jest historią bez precedensu.
Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy
Starsze pokolenie zna to zapewnienie i to zarówno z czasów Gomółki, jak i Jaruzelskiego. Wtedy nikogo to nie dziwiło, gdyż gwarantem posiadania władzy przez komunistów w Polsce był Związek Sowiecki. Rzecz w tym, że tej władzy komuniści nie zdobyli, ale została ona im zlecona przez Stalina i jego następców w zamian za rezygnację z suwerenności i sowietyzację Polski. Komuniści dzierżyli tę władzę bez wstydu i odpowiedzialności przed Narodem, gdyż odpowiadali tylko przed swoimi mocodawcami. Toteż Jaruzelski, prezentując swój rzekomy patriotyzm z odwołaniem się do dziadka powstańca styczniowego dowiódł do jakiego stopnia zsowietyzowany Polak potrafi zdeptać całą swoją tożsamość.
Tą drogą jednak komunistyczny establishment, po formalnym zakończeniu PRLu, w znacznej części uwłaszczył się kosztem majątku narodowego – innymi słowy okradł, nie państwo, ale naród roboczy – i odpowiednio przemundurowany, pozostał przy władzy. Zręcznie też zakamuflował tych, którzy w przyszłości po nią sięgnąć. Całkowicie jawny akt dokonał się w Magdalence, gdzie tacy politycy, jak Michnik, Wałęsa wreszcie oficjalnie mogli się obłapiać z Jaruzelskim, Kiszczakiem. Unia Wolności szła od początku na pasku Niemców, którzy dbali o to, by Polska utraconej w 1944 r. suwerenności nie odzyskała.
Tusk był wtedy dopiero praktykantem, ale w noc obalenia rządu Olszewskiego uwijał się wśród architektów tego przeznaczonego do rozbiórki gmachu Polski. Jemu właśnie przypadła rola całkowitego jej wyburzenia. W tym celu kolosalnym kłamstwem i metodą „obiecanki, cacanki, a głupiemu radość” zdobył władzę, rozwodnił mózgi jednej trzeciej Polaków, a wreszcie osadził na fotelu marszałka sejmu prawdziwego komunistę. Uczynił to z wyrachowaniem, bez ideologicznej podkładki, bo sam wyznaje jedyną ideologię: posłuszeństwo dla tych, którzy jego samego powołali do niszczenia Polski. Ale ten komunista mający plein pouvor gdy chodzi o instytucjonalną destrukcję państwa, dokona tego, co się Tuskowi nie udało w przypadku wyborów prezydenckich: sam zechce zasiąść na „polskim tronie” i stosując prawo, tak jak je Tusk rozumie, obalić Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Obiektu zwierzęcej nienawiści Tuska i klientów unijno – niemieckiej mafii.
Tak to jest, proszę Rodaków, tych rzecz jasna, dla których Polska znaczy coś więcej niż Dubaje i bezpłodna wegetacja w kurortach. Bezpłodna, gdyż kurczymy się demograficznie, przy gorącym aplauzie naszych sąsiadów, która ludna i jako tako dostatnia Polska zawsze była solą w oku. Ale głupia, bez honoru, ambicji, w której przepowiednie Gomółki i Jaruzelskiego się sprawdzają, to i owszem.
Milczeć wypada na temat prawników, którzy tak ochoczo wystąpili w spektaklu reżyserowanym przez komunistę. Poszli dalej niż on, bo podreptali do Pałacu Prezydenckiego ufni, że Karol Nawrocki nie wypuści na nich piesków. A powinien, bo na takich gości, nawet odźwierny to już zbyt wiele. Dziwić się nie można, bo przecież duża część kauzyperdów pomaga Żurkowi w demontażu państwa prawa. Włączył się w to Ryszard Kalisz, od 1978 w PZPR, jeden z tych komunistów, została którzy w Polsce fasadowo demokratycznej dbali o to, by pozostało „jak było”.
A więc władzy nie chcą oddać komuniści i ci, którzy nawet diabła powitaliby, byle tylko głupca uznałby mężem stanu, a złodzieja filantropem, innymi słowy obecny rząd. A opozycja co na to? Czeka na delegalizację. I, jak to się mówi circulusvitiosus zostanie dopięty. Czy prawdziwi Polacy, dla których hasła
Bóg, Honor i Ojczyzna coś znaczą, przełkną kolejny Manifest Lipcowy, tym razem napisany w Berlinie czy Brukseli? A może znowu w Moskwie? Unijne pieski przedeptują z nogi na nogę, bo Putin może pomóc przegonić USA. Wprawdzie nie pozwoli im na pełną swobodę, ale popłynie ropa a z nią dolary. Sprzedajność dziś jest taka sama jak w latach wojny. W sumie zatem pomysł komunistów typu peerelowskiego jest konsekwentnym ich mącenia w Polsce od roku 1989, od ruletki Okrągłego Stołu. Czyż Gomułka i Jaruzelski nie mieli racji?
Komuna w Polsce się rozkręca!